poniedziałek, 27 lutego 2012

76.


I:Pół miseczki płatków musli z garścią orzechów ziemnych, serek wiejski.
II: dwie mandarynki
III: Bułka sojowa z dwoma plastrami sera i dwoma plastrami pomidora, kawa z mlekiem i łyżeczką cukru
IV: Pół miseczki rosołu z makaronem, dwa małe kotlety i duuużo buraczków z cebulą
V:  ½ arbuza. (W całości ważył 2,8kg. Ile jest samego owocu nie wiem, ale wiem, że skóra jest bardzo gruba)

Arbuz był przepyszny. Kocham arbuza. Mój ulubiony owoc ;) 
No i 500 kcal na rowerku, lecę się uczyć. Dzisiaj miałam cztery lekcje, na 50% miałam niezapowiedziane sprawdziany ;/. Lecę się uczyć. 

sobota, 25 lutego 2012

75.

I: Pankejki z tarkowanym jabłkiem i trzema połówkami  brzoskwiń, szklanka Naturalnego kefiru.
II: Bułka ciemna słonecznikowa z pastą z makreli i dwoma plastrami sera.  Kawa. Serek wiejski.
III: Miska zupy fasolowej.
IV:  pięć mandarynek.
V: Serek wiejski, dwa plastry sera i kubek kakao
Przepraszam dziewczyny, że do Was nie wchodzę, ale nie mam już transferu i nawet na własnego bloga, by się dostać mam problemy, wczoraj gadu ładowało się półtorej godziny. I to nie była ta awaria, tylko jeszcze duuuuużo wcześniej.  No średniowiecze.
Zaraz idę na 500 kcal na rowerek.
A co do pasty z makreli – zazwyczaj robię sama. Ta akurat jest kupiona, ale jak robię sama to obieram wędzoną makrelę z ości, dodaję przyprawy i odrobinę majonezu. Makrelę drobno rozgniatam i wychodzi całkiem ładna pasta. Tak samo robię z tuńczykiem :)
Nie dodaję zdjęć bo nie daję rady załadować -.-  

piątek, 24 lutego 2012

74.

I: Bułeczka dyniowa, jajecznica z trzech małych jajek na łyżeczce masła, a do bułeczki pasta z makreli i ser żółty.
II: Około 150gram frytek
III: Bułka ciemna ze słonecznikiem, plaster sera żółtego, sera białego i plastry pomidora.
IV: Kefir naturalny
V: Kawa z mlekiem i mandarynka
VI: Pół miseczki sałatki śledziowej "salsa" (ta na ostro) i dwie kromki razowca
VII: Gruszka i kolejna kawa.

Ból brzucha nie ustępuje i potrwa jeszcze kilka dnia. Ten raz w miesiącu kocham to, że istnieją mocne tabletki przeciwbólowe. Internet.. szkoda gadać, nie mam już transferu i wszystko ładuje się godzinami. Jestem umęczona tym tygodniem, a najbliższy będzie podobny.

czwartek, 23 lutego 2012

73.

Wczoraj : 
I: Miseczka płatków z garścią wiórek kokosowych, serek wiejski, ½ małej bułki ciemnego chleba z pastą z makreli
II: Bułka z serem i pomidorem
III: Ryż z pomidorami i tuńczykiem, kilka łyżek buraczków

Dzisiaj :
I: Miseczka płatków z garścią wiórek kokosowych, mała bułka dyniowa z  twarożkiem i świeżym szczypiorkiem.
II: Kefir naturalny i jogurt kawowy
III: Bułka ciemna słonecznikowa z wędliną i pomidorem
IV:  Makaron z pastą pomidorową, sałata z przyprawami i buraczkami, kawałek pieczonego w przyprawach kurczaka.
V: Kawa z czterema mandarynkami.

Wiem, dawno mnie nie było. Problemy w szkole, w domu, w przyjaźni, z Internetem – musiałam się jakoś ogarnąć, doprowadzić do ładu. Trochę choruję, jestem osłabiona – nie chorowałam na coś poważnego (grypa, angina itp.) od dobrych sześciu lat. Ale w tym roku ciągle jestem przeziębiona. Kicham, kaszlę, źle sypiam.
Macie  wielkopostne postanowienia? Ja mam. Zero słodycz. Zero alkoholu. Nie żebym nałogowo piła, czy coś, ale nie będę piła wcale.
Wczoraj chciałam iść pobiegać, pobawić się z psem aktywnie, na podwórku – ale jak wypuszczałam psa z zagrody zobaczyłam, że podczas wczorajszych roztopów nazbierało się strasznie dużo wody, właz do studni cały jest oblodzony, musiałam wynieść całą wodę z zagrody i skuć lód. Przeciążyłam sobie ręce,  kiedy kładłam się spać po pierwszej z nocy myślałam, że z bólu oszaleję.  Cieszyłam się, że dzisiaj będę miała lżejszy dzień, ale jak wstałam to od razu zmieniłam zdanie. Kilogram więcej, dziki ból brzucha i kolejne syfy na twarzy – miło. Zapowiada się kilka dni na silnych tabletkach.

wtorek, 14 lutego 2012

72.

Zły dzień! 
I: Miseczka płatków poduszkowców (w sumie to była ich garść) i garść owsianych, dwie kromki razowca z wędliną sałatą, pomidorem, szklanka czerwonej herbaty. 
II: Jogurt malinowo żurawinowy
III: Bułka ciemna (Niestety ze szkolnego baru)
IV: Kanapka z mięsem i kawa 
V: Sałatka z tuńczyka, tj. sałata gotowa, szatkowana z lidla z puszką tuńczyka, 1 i 1/2 pomidora, jajko - z całej tej sałaty pół było moje, pół mamy
VI: Kanapka z miodem i szklanka maślanki

Bułka z baru - pomijając to, że kosztuje trzy złote a nic prawie w niej nie ma - to jest z około łyżeczką majonezu, plastrem pomidora, dużo sałaty i czegoś sałato-podobnego, plaster wędliny, sera, ogórek - ogólnie smaczne, gdyby nie było majonezu byłoby w ogóle super. Niestety jutro też mnie ta bułka czeka, ponieważ nigdzie dzisiaj nie dostałam już ciemnych bułek. Żal, no. 

W ogóle wiem, dzień masakryczny, wyszłam z domu o siódmej, nieoczekiwanie musiałam zostać w mieście dłużej, do domu weszłam po dziewiętnastej. Od razu siadłam do książek, nie mam jeszcze zrobionych nawet 50%. Jestem załamana tym co dzieje się w szkole, nauczyciele powariowali. Nie miałam nawet chwili na rowerek. Ja chcę wakacje...

poniedziałek, 13 lutego 2012

71.

Dawno nie pisałam. Jestem rozgarnięta jak paczka gwoździ.. Próbowałam odtworzyć to co jadłam przez poprzednie dni, ale nie jestem w stanie. Błędem było nie zapisywanie tego na jakiejś kartce, czy w notatniku komputerowym. Zdjęć też nie mam bo muszę ogarnąć mój telefon, robi cały czas rozmazane zdjęcia. Ogólnie nie było źle, tylko przed wczoraj zjadłam trochę czekolady, a wczoraj wypiłam jedno piwo. Ogólnie zdrowo i z umiarem. 
Dzisiaj :
 I: Serek wiejski, szklanka zielonej herbaty, miseczka płatków "poduszkowców" z nadzieniem czekoladowym, nic, że go nie czuć :)
II: Bułka ziarnista z wędliną, serek i sałatą. 
III: Dwa jabłka
IV: Ziemniaki, dwa pulpety z mięsa mielonego i sałatka z sałaty, papryki i pomidorów. 
V: Garść wiórków kokosowych, około dwóch garści orzechów ziemnych i kisiel 

Na kolację planuję zaraz iść i zrobić tuńczyka z jajkiem i przyprawami. 

Po kolacji siądę na rowerek, trzeba przejechać 30-45 minut, żeby dopić do 500kcal. A nauki teoretycznej dużo, więc podręcznik w łapkę i jedziemy. 
Później lub jutro pozaglądam do Was.

wtorek, 7 lutego 2012

70.

Śniadanie : Pankejki kakaowe z ½ serka wiejskiego i dwoma łyżeczkami powideł żurawinowych, szklanka naturalnego kefiru. 

Drugie śniadanie : Bułka ciemna ze słonecznikiem i sezamem, dwa plastry sera, pomidor oraz ½ serka wiejskiego  i dwoma łyżeczkami twarożku łososiowego. Kubek czerwonej herbaty 


Obiad : Pół miski kapuśniaku z kaszą.
Deser: Kawa z mlekiem, pudding kokosowy polany łyżką rozpuszczonego naturalnego kakao. 

(Nie wiem co jest z moim aparatem w telefonie, szwankowałam mi przy deserze, muszę go chyba jakoś wyczyścić.)
Kolacja :  Mała bułeczka ziarnista z makrelą, cebulą, sałatą i serem, kubek zielonej herbaty. Dwie mandarynki.
Śniadanie oraz deser przygotowałam według przepisów Siaśki. Pankejki zrobiłam z podstawowego przepisu dodając łyżeczkę kakao, dałam chyba odrobinę za dużo sody, następnym razem postaram się żeby wszystko wyszło odrobinę lepsze. Pyszne śniadanko. A pudding – smakował mi bardzo, ale mama mówi, że kakao psuje smak, następnym razem zrobię jakiś owocowy sos, myślę, że wtedy będzie duuuużo smaczniejsze : ) A co do kapuśniaku – mamusia się postarała <3 Chudziutka, pyszna zupka ugotowana na kawałku chudej karkówki, super.
Czytałam trochę o odżywianiu i ćwiczeniach. Przeczytałam dziesięć zasad zdrowego żywienia, wszelkie mity i prawdy o ćwiczeniach jakie znalazłam. Pobrałam nawet filmik z ćwiczeniami przyspieszającymi  metabolizm. Zastanawiam się czy takie ćwiczenia są dobre? Ludzie to chwalą, myślałam czy by tego nie robić. Ale najpierw chcę zapytać was czy słyszałyście coś na temat takich ćwiczeń? No i znalazłam stronę - http://www.naturalne-kosmetyki.net/cwiczenia-odchudzajace.html jest tu na prawdę wiele ćwiczeń – chciałam ułożyć z tego kilka zestawów i przemiennie je ćwiczyć – ale znów nie jestem pewna. Także podziękowałabym za rzucenie na to okiem : ) Nie mam już transferu, więc o ćwiczeniach na YT mogę zapomnieć -.-
Nie poszłam dzisiaj do szkoły, jutro też się nie wybieram. Dyrektor mojej szkoły każe nam siedzieć w klasach, w których jest 10-13 stopni Celsjusza. Wszystkie szkoły w powiecie zamknięte – ale nasza nieeee, bo po co. My nie marzniemy? Nie będę siedziała w takich warunkach. Bez problemu przepiszę sobie te kilka tematów. Ot co. Wczoraj dopiero około dwudziestej drugiej ciało wracało do normalnej temperatury, bo tak to siedziałam w swetrze, na to bluza, ocieplane spodnie dresowe, długie skarpetki i jeszcze takie fajne puchate kapcie, okryta kocem. Nienormalne, żeby tak wymarznąć. Boli mnie gardło i głowa, więc szkołę w takich warunkach sobie daruję. Choć nauczyciele mówią, że 13 stopni to już całkiem normalne warunki pracy. Jasne, przepisy jasno mówią, że w klasie musi być minimum 18 stopni na plusie.
Aaaaa w między czasie wypiłam dziś jeszcze zwykłą herbatę z cytryną i cukrem.