Śniadanie : Pankejki kakaowe z ½ serka wiejskiego i dwoma łyżeczkami powideł żurawinowych, szklanka naturalnego kefiru.
Drugie śniadanie : Bułka ciemna ze słonecznikiem i sezamem, dwa plastry sera, pomidor oraz ½ serka wiejskiego i dwoma łyżeczkami twarożku łososiowego. Kubek czerwonej herbaty
Obiad : Pół miski kapuśniaku z kaszą.
Deser: Kawa z mlekiem, pudding kokosowy polany łyżką rozpuszczonego naturalnego kakao.
(Nie wiem co jest z moim aparatem w telefonie, szwankowałam mi przy deserze, muszę go chyba jakoś wyczyścić.)
Kolacja : Mała bułeczka ziarnista z makrelą, cebulą, sałatą i serem, kubek zielonej herbaty. Dwie mandarynki.
Śniadanie oraz deser przygotowałam według przepisów Siaśki. Pankejki zrobiłam z podstawowego przepisu dodając łyżeczkę kakao, dałam chyba odrobinę za dużo sody, następnym razem postaram się żeby wszystko wyszło odrobinę lepsze. Pyszne śniadanko. A pudding – smakował mi bardzo, ale mama mówi, że kakao psuje smak, następnym razem zrobię jakiś owocowy sos, myślę, że wtedy będzie duuuużo smaczniejsze : ) A co do kapuśniaku – mamusia się postarała <3 Chudziutka, pyszna zupka ugotowana na kawałku chudej karkówki, super.
Czytałam trochę o odżywianiu i ćwiczeniach. Przeczytałam dziesięć zasad zdrowego żywienia, wszelkie mity i prawdy o ćwiczeniach jakie znalazłam. Pobrałam nawet filmik z ćwiczeniami przyspieszającymi metabolizm. Zastanawiam się czy takie ćwiczenia są dobre? Ludzie to chwalą, myślałam czy by tego nie robić. Ale najpierw chcę zapytać was czy słyszałyście coś na temat takich ćwiczeń? No i znalazłam stronę -
http://www.naturalne-kosmetyki.net/cwiczenia-odchudzajace.html jest tu na prawdę wiele ćwiczeń – chciałam ułożyć z tego kilka zestawów i przemiennie je ćwiczyć – ale znów nie jestem pewna. Także podziękowałabym za rzucenie na to okiem : ) Nie mam już transferu, więc o ćwiczeniach na YT mogę zapomnieć -.-
Nie poszłam dzisiaj do szkoły, jutro też się nie wybieram. Dyrektor mojej szkoły każe nam siedzieć w klasach, w których jest 10-13 stopni Celsjusza. Wszystkie szkoły w powiecie zamknięte – ale nasza nieeee, bo po co. My nie marzniemy? Nie będę siedziała w takich warunkach. Bez problemu przepiszę sobie te kilka tematów. Ot co. Wczoraj dopiero około dwudziestej drugiej ciało wracało do normalnej temperatury, bo tak to siedziałam w swetrze, na to bluza, ocieplane spodnie dresowe, długie skarpetki i jeszcze takie fajne puchate kapcie, okryta kocem. Nienormalne, żeby tak wymarznąć. Boli mnie gardło i głowa, więc szkołę w takich warunkach sobie daruję. Choć nauczyciele mówią, że 13 stopni to już całkiem normalne warunki pracy. Jasne, przepisy jasno mówią, że w klasie musi być minimum 18 stopni na plusie.
Aaaaa w między czasie wypiłam dziś jeszcze zwykłą herbatę z cytryną i cukrem.